Błogosławiony stan… ta… dla kogo?

Wszyscy (poprawka: Wszystkie) zachwalają ciążę jako wspaniały czas oczekiwania na dziecko. Czas pełen radości, doładowania hormonami szczęścia, których poziom podnosi się również poprzez przeglądanie sklepów z rzeczami dla dzieci. Wyobraźnia podsyła nam radosne obrazy meblowania pokoju dla dziecka, wyboru wózka, ciuszków oraz zabawek, które stale podsycają radość z oczekiwania na wyczekiwanego potomka.

Tyle teorii i miejskich legend. A jakie są fakty? No dobrze, nie przeczę, że jest ta radość z przygotowywania się na narodziny maleństwa, nawet jeśli fundusze nie pozwalają na szaleństwa to przeglądanie wszystkich tych sklepów daje radość, ale poza tym jest strach. O co? No pomijam już strach i przerażenie schowane za słowami „czy dam sobie radę?” (szczególnie gdy jest to pierwsza ciąża), pojawia się strach, czy dzidzia będzie cała, zdrowa i dotrwa do właściwego terminu porodu, czy mój organizm ogarnie nową sytuację i utrzyma w sobie dzidzię przez książkową ilość czasu, a przynajmniej do czasu kiedy maleństwo bezpieczenie będzie mogło opuścić brzucho mamy.

Tak, już słyszę te słowa „ciąża to nie choroba”, „nie dajmy się zwariować”, „tyle donosiło, czemu Ty masz nie donosić?” i wiele innych dobrych „rad”. Jasne, że wszystko należy na spokojnie przyjąć, nie stresować się niepotrzebnie. Ale martwię się, a dlaczego? Bo to 5-ty miesiąc, a ja już 3 razy lądowałam na oddziale zwanym „patologia ciąży”, na którym kładzie się brzuchate, którym cokolwiek dolega. Jedne leżą by doczekać już porodu, ze skurczami, które trochę za wcześnie przyszły, ale inne siedzą za inne dolegliwości jak np. bliżej nieokreślone (niezdiagnozowane) bóle brzucha, czy skrócone szyjki macicy. Wszystkie zestresowane bardziej lub mniej tym, czy uda im się dotrwać do końca ciąży. Niektóre zmuszone nawet leżeć miesiącami plackiem do końca ciąży, dosłownie plackiem i to na łóżku, które pod nogi ma podłożone klocki. A ile z nich już straciło swoje maluszki? Z pięciu jakie było nas ostatnio na sali 3 straciły dzieci. Jedna tuż po narodzinach, druga dwa poronienia, a trzecia jedno. Niezłe statystyki jak na 5 dziewczyn.

Jeśli wejdziecie na jakiekolwiek babskie forum, w którym wypowiadają się mamusie te obecne lub te przyszłe, które bardzo chcą mamusiami być, możecie popatrzeć na ich podpisy w wypowiedziach. U niejednej znajdziecie wirtualną świeczkę z datą śmierci dziecka, niektóre dopisują który tydzień ciąży to był. Więc jak tu się nie bać? Jak się nie stresować, gdy zaczyna boleć brzuch, gdy czujemy, że jest twardy, czy gdy przez kilka godzin nie czujemy ruchów dziecka?

No i może włącza mi się tryb panikary, nie chcę jeść tego czy tamtego, ale czy to naprawdę aż tak źle? Kiedy się człowiek naczyta, nasłucha to jak tu nie stać się bardziej wyczulonym? Jasne, że są mamuśki, które przez całą ciążę niczym się nie przejmują. Piją, balują, a nawet ćpają, a ciąże donoszą i dzieciaki z 10 Apgar się rodzą. Po tylu latach starania i przyzwyczajenia się już do myśli, że zostanie tylko adopcja wolę trochę dmuchać na zimne. Bardzo chcę by ta dzidzia przyszła cała i zdrowa na świat, więc staram się nie stresować pierdołami, ale też i monitorować swój organizm, czyli wsłuchiwać się w niego i w to co się w nim odzywa. Jeszcze tylko 4 miesiące niecierpliwego oczekiwania i maleństwo opuści brzucho i zaczną się krzyki, płacze i… uśmiechy 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s