Koniec prokrastynacji?

Tak to czasami bywa, że to co dobre musi się skończyć. Ale czy z prokrastynacji można się wyleczyć?

Obawiam się, że zdarzą się pewne rzeczy, które sprawią, że prokrastynacja nie będzie w ich przypadku możliwa, cokolwiek związane z przedmiotem tego tematu nie będzie mogło czekać na realizację później, każde odroczenie spowoduje niebywałe w skutkach szkody (mniejsze lub większe, lub nawet wręcz tragiczne).

Pytanie moje jest, czy tylko takie zagrożenie jest w stanie wyciągnąć z prokrastynacji? Czy prokrastynacji da się oprzeć tylko wtedy gdy zagrożenie niezrealizowania zadania jest wysokiego ryzyka i jego skutki mogą być negatywne? W moim przypadku często i pozytywne nie działają, dlatego zastanawiam się czy tylko negatywne mogą mnie pogonić do działania i drugie pytanie – uzupełniające – jak bardzo negatywne muszą być by ukrócić prokrastynację?

A o co chodzi z tym nadchodzącym zdarzeniem, które wyciągnie mnie z prokrastynacji? Cóż, w zasadzie nie wyciągnie mnie z tego dla mnie, a dla innej osoby (chociaż mam nadzieję, że jednak zatoczy większy krąg i obejmie też inne aspekty). Do tego wydarzenia zostało w teorii niewiele ponad 4 miesiące. Póki co nie wiem czy coś tak naprawdę zmieni, czy się tego bać czy cieszyć.

Będę mamą. Nie, nie adoptuję kolejnego zwierzaka (naprawdę mi wystarczy ;)), moje dzieci nie mają 4 łap i futra czy ogonka, będziemy mieć „little human being”, według usg będzie płci żeńskiej. Ma dwie rączki, dwie nóżki, mózg też ma. Póki co wszystko w porządku i mam nadzieję, że tak zostanie. I jest nasze.

Zastanawiam się na ile to może skończyć z moją prokrastynacją. Takie narodziny dziecka. Jasne, wiele mam jest takich, których nawet odpowiedzialność za małego człowieka, którego przywołały na ten świat nie jest w stanie skłonić do żadnego działania, wiele przerzuca tę odpowiedzialność na innych ludzi. Czy ze mną tak będzie? Wierzę, że będzie to tak, jak z wyjątkowym projektem, który mnie wciąga, myślę o nim nie tylko w czasie pracy, ale i po, wstaję z uśmiechem by się do niego zabrać. Czy dziecko będzie takim małym (rozmiarowo, póki co) dzieckiem?

No cóż… spodziewajcie się kolejnych wpisów w tematach ciążowych i rodzicielskich, oczywiście nieodzownie połączonych z wspominkami o wrodzonej (a może jednak nabytej?) prokrastynacji.

 

źródło zdjęcia: NKM Originals

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s